na dobre sny opowiem historie... (Kto umie lać wodę, niech napisze łądną historyję. Ja jestem inżynierem, nie poetą, więc mogę coś wyspawać, ale będzie trudnostrawne, więc wypełniacz poniżej pochodzi z bloga). Dajecie też fotki z sesji, albo jakieś inne ładne na w miarę jasnym tle, najlepiej nie jak do kartoteki z pierdla (wide zdjęcie Tomka). Pytanie, czy robimy notki biografczne?? Prosze też o określenie, czy wstawiamy linki do partnerów, czy wyrabać tę sekcję i co w zmian wstawić (prawy blok w Bottom-D).
Pewnego razu po prostu się zjawiła. Nie było to nic niezwykłego. Przeciwnie, było to tak naturalne, że Jo prawie by tego nie zauważył… Właściwie przeoczył ten moment totalnie, na szczęście ona nie. Zjawiła się nieoczekiwanie, niespodziewanie, ot tak-po prostu. Przysiadła się do stolika, przy którym zwykł jadać Jo. Nie było w tym nic niezwykłego. Jo przywykł już, że przy jego stoliku pojawiali się różni ludzie. Jedni po prostu siadali, wcześniej grzecznie pytając o pozwolenie i jedli w milczeniu. W zatłoczonej ciemnej restauracyjce rzadko kiedy bywało pusto. Z innymi- Jo prowadził niekończące się, pyszne rozmowy, takie od których tylko sucho w gardle, ale starczają w zupełności za jakikolwiek posiłek. Jak u Cortazara, czy coś w tym stylu. Naprawdę. Tych swoich mitycznych rozmówców raczej nigdy później nie spotykał. Jakoś nie było to w zwyczaju. Ci pierwsi…To byli ci milczący właśnie, łapczywie pożerający swój posiłek. Z nimi nie wypadało rozmawiać. Ona zdawała się należeć do tego typu właśnie. Jo nawet na nią nie spojrzał, gdy cichym, niskim głosem spytała czy może się przysiąść. Nie patrzył w jej kierunku, dopóki nie zaczęła jeść.
I nagle wszystko stało się nieważne, restauracja opustoszała, zrobiło się zupełnie cicho. Dziewczyna jadła arbuza. Jak jeszcze nikt w świecie. Jo patrzył zafascynowany, zastanawiając się, czy to co widzi, dzieje się naprawdę. Nie widział w życiu czegoś równie pięknego. Całkowicie skoncentrowana na czynności, dziewczyna delikatnie podnosiła arbuza do ust, by móc wgryźć się weń z jakimś śmiesznym, szalonym namaszczeniem. Ale jak to wyglądało! Uśmiechała się pestkami, jednocześnie próbując zdmuchnąć grzywkę, która wpadała jej w oczy i przeszkadzała w jedzeniu. Nic nie było ważne. Wyglądała jakby siedziała przy stoliku sama, a każdy arbuzi kęs smakował inaczej. Jo patrzył i zdawało mu się, że dziewczyna na przemian uśmiecha się z rozrzewnieniem, to znów poważnieje. Skupienie, uwaga, koncentracja, a w skierowanym na arbuza spojrzeniu niesamowity blask. Jak gdyby robiła to pierwszy raz. Jak gdyby owoc pełen był wspomnień. Niesłychane, naprawdę...
Delektowała się nim powoli, żując każdy kęs, który porywała z arbuziego plastra błyskawicznie, by potem móc tak właśnie niespiesznie, przeżuwać. Jo zdało się, że usłyszał westchnienie- jedno z tych nierzeczywistych, zwierzęcych dźwięków, które uciekają z nas dając upust największej rozkoszy. Patrzył na dziewczynę pławiącą się w radosnej uczcie, gdy nagle posłyszał stukot wilgotnych pestek uderzających z wysokości jej ust, o brzeg talerzyka. Skończyła. I teraz strzela figlarnie pestkami, jak zwykli robić mali chłopcy. Niezwykle celnie. Patrzy przy tym na Jo i uśmiecha się oczami, brwiami i czołem aż do linii włosów. Czeka, aż Jo odda jej porozumiewawcze spojrzenie, ale Jo czuje tylko jak cały się czerwieni, bo właśnie uświadomił sobie, że ma półotwarte z wrażenia usta, jak półgłówek, jak pierwszy lepszy. Dziewczyna się śmieje. Pestek na talerzyku jest dziewięć. Pestkowy naszyjnik z arbuza.
- Jestem Maja- mówi ona, a Jo właśnie się domyślił co przeoczył.
a Ciebie wciąż nie ma... stolik pusty, arbuz nienaczety..
nie ma do kogo sie dosiasc..